glpk

Modliszka… dla wielu brzmi egzotycznie. Tymczasem jeden spośród 2300 znanych gatunków tego owada, występuje również w Polsce. Mowa o modliszce zwyczajnej Mantis religiosa. Modliszka w Polsce objęta jest ścisłą ochroną gatunkową. Owad widnieje także w Polskiej Czerwonej Księdze jako gatunek bardzo wysokiego ryzyka (EN). Do niedawna można ją było zaobserwować głównie w Kotlinie Sandomierskiej. Najprawdopodobniej ocieplający się klimat zachęcił te owady do rozprzestrzeniania się. Obecnie modliszkę można spotkać (najczęściej w okresie od sierpnia do października) w coraz większej liczbie miejsc, także w okolicach miastach. Nazwa „modliszka” nawiązuje do charakterystycznej pozy, przypominającej złożone ręce do modlitwy.

Ciało modliszka przybiera barwę zieloną lub brązową. Jeden i drugi kolor ułatwia jej wtapianie się w otoczenie liści i gałęzi. Dojrzały osobnik posiada dwie pary skrzydeł – pierwsze sztywne, przylegające do ciała, drugie natomiast błoniaste, umożliwiające samcom latanie. Samica, dużo większa od samca, jest niezdolna do lotu.

Modliszka jest owadem drapieżnym. Przed atakiem potrafi zastygnąć w bezruchu, czekając na odpowiedni moment. Posiada gryzący aparat gębowy i pokaźne odnóża chwytne. Chwyt owada jest tak silny, że nawet żabie trudno się z niego wydostać. Poluje głównie na inne owady. Co ciekawe, nie zjada padłych owadów. Żywi się wyłącznie tym, co sama złapie.

Modliszki znane są z tego, że ich łupem stają się samce, najczęściej podczas lub po kopulacji. Nie jest to jednak regułą. Samiec zazwyczaj uchodzi z życiem, szczególnie wtedy gdy samica jest najedzona. Samica zjada samca prawdopodobnie po to, aby zaoszczędzić energię na późniejsze składanie jaj. Liczba jaj dochodzi do 200-tu. Składane są w kokonie przytwierdzonym do łodygi. W Polsce do wylęgu dochodzi w maju. Larwa przeobraża się do dorosłej, samodzielnej postaci przez kilka kolejnych miesięcy. Na zdjęciach prezentujemy osobnika sfotografowanego na terenie GLPK (fot. Jacek Hila).

autor: Tomasz Górny

Modliszka zwyczajna Mantis religiosa - fot. Jacek Hila