Katarzyna Turska

WOKÓŁ PROBLEMATYKI ZAWODÓW LEŚNYCH

SMOLARSTWO, DZIEGCIARSTWO, MAZIARSTWO



Katarzyna Turska

O sobie: "Nie ma co ukrywać- autorka strony MIĘDZYNARODOWY UNIWERSYTET WŁÓCZĘGÓW I TURYSTÓW - muwit.pl, choć tylko współautorka MUWITu;). Jestem maniakalnym maniakiem, bo wszystko co robię - robię maksymalnie. Jeżeli jest coś czemu nie chcę/ nie mogę poświęcić się w całości, to się po prostu za to nie zabieram. Z wykształcenia etnolog i kroatysta, choć również przeżyłam romans z Akademią Rolnicza i Biologią Rozrodu, co zaowocowało 'gonieniem wilków po lasach' wraz ze 'Stowarzyszeniem dla Natury- Wilk'. Niegdyś pilot wycieczek - teraz powróciłam do zawodu. Jak to mawia mój niegdysiejszy szef, Łukasz, od turystyki nie da się odejść. Parafrazując genialnego Pratchetta "to nałóg z którym trudno zerwać". W przerwach uturystyczniam świat na moją modłę trochę wirtualnie: prowadząc tą stronę, oraz portalbeskid-makowski.pl Od kilku lat oprócz długopisu i aparatu w podróży towarzyszy mi psiur o wdzięcznym imieniu Szekla i gabarytach średnio wyrośniętego ratlerka. Szczerze przyznam, ze ma idealne wymiary do jeżdżenia stopem...

Św. Tybald z Provins
Święty kapłan i pustelnik (1017-1066).
Znany również jako: Dypold, Teobald, Thiebaud, Thiebaut, Thibault.
Patron: Provins, rolników, producentów wina, szewców, kaletników, smolarzy i kawalerów. Wzywany w obronie przed bezpłodnością, gorączką, suchym kaszlem, chorobami oczu i atakami paniki.

Ikonografia: Przedstawiany jako pustelnik, czasami rycerz. Jego atrybutem jest: księga, krzyż.
Źródło/więcej informacji: http://www.catholic.org,
http://martyrologium.blogspot.com

Niewątpliwie to św. Trybald z Provins - patron smolarzy i węglarzy[1] - skierował moje kroki do Łopienki w Bieszczadach, gdzie z kolei wkradło się przeznaczenie i zesłało ulewny deszcz. Zmuszona zostałam do szukania schronienia w pobliskiej smolarni. Kilka godzin spędzonych z p. Józkiem- "współczesnym smolarzem"- sprawiły, że chciałam zgłębić tajemnice wiedzy smolarskiej. Jednak po głębszych poszukiwaniach w źródłach okazało się, że, po pierwsze, nie można oddzielić smolarstwa od maziarstwa, dziegciarstwa i węglarstwa oraz że niektóre z tych terminów są sobie tożsame (o czym później), po drugie, że używana dzisiaj nomenklatura nie ma nic wspólnego z tradycją i dawnym nazewnictwem, więc spotkałam nie smolarza, a węglarza, i po trzecie wreszcie, że aby się czegoś dowiedzieć trzeba anielskiej wręcz cierpliwości.

Na temat zawodów leśnych (oprócz wymienionych należą do tej grupy jeszcze potasznictwo i bartnictwo) nie napisano wiele. Prawie zawsze traktowane były "po macoszemu" i rozpatrywano je tylko i wyłącznie w ramach innych badań dotyczących rzemiosła wiejskiego. I tak jak rzemieślnicy leśni byli, jak gdyby, wyeliminowani z życia wsi, tak i zostali jakby przeoczeni (Zapomniani? Uznani za nieważnych?) przez badaczy.

W literaturze etnograficznej próżno szukać szczegółowego opracowania. Smolarze, maziarze i dziegciarze występują zawsze razem (zresztą, jak zobaczymy później, niemożliwym jest rozpatrywanie tych zawodów osobno) i prawie zawsze w towarzystwie innych rzemieślników obrabiających drewno.

Najwięcej informacji można znaleźć w bibliografiach gospodarki folwarcznej, szczególnie zaś w pracach dotyczących rzemiosła wiejskiego[2]. Dane statystyczne z XVI-XVII w. można uzyskać z bibliografii terenów należących do własności królewskiej (Kurpiowszczyzna, Suwalszczyzna), sukcesywnie poddawane były bowiem lustracjom. Wiek XVIII stanowi lukę między inwentaryzacją królewską, a zainteresowaniem badaczy kulturą ludową. Stąd też z tego właśnie okresu brakuje, na większości terenów, szczegółowych danych[3].

Aby jednak być uczciwym należy powiedzieć, że największym zainteresowaniem, z zawodów leśnych, cieszyło się bartnictwo[4]. Doczekało się licznych artykułów, a nawet osobnego opracowania. Potasznictwo nie miało tego szczęścia. O smolarstwie również nie napisano wiele, jednak informacje w przerażającej większości są ogólne i powtarzające się. Najwięcej artykułów na ten temat znaleźć można w monografiach puszcz oraz w źródłach archeologicznych dotyczących średniowiecza[5]. Archeologia jednak, choć wielce przydatna, bazuje na przedmiotach stałych, a mówiąc o zawodach leśnych musimy brać pod uwagę drewno, które w ziemi przecież szybko niszczeje. Ze względu na surowiec i teren działalności rzemieślników największe szanse na informacje ma ten, kto zagłębi się w literaturę rolniczo-leśną[6].

W wieku XX zajęcia pozarolnicze wzbudziły jednak nikłe zainteresowanie. W Karpatach badał je słynny znawca Łemkowszczyzny, Roman Reinfuss, na Kurpiowszczyźnie zaś Jacek Olędzki. Olędzki miał ciężkie zadanie przed sobą, gdyż o jakichkolwiek danych dotyczących bartnictwa, potasznictwa i dziegciarstwa można zapomnieć, zaś o smolarstwie dane są jedynie fragmentaryczne[7]. A przecież Puszcza Zielona, gdzie Olędzki prowadził badania, była jednym z regionów popularnych wśród rzemieślników leśnych. Pewnym optymizmem napawa fakt, że w latach 90-tych XX wieku (dopiero!) zorganizowano w Biskupinie Pierwsze Międzynarodowe Sympozjum dotyczące, najogólniej mówiąc, smolarstwa[8]. Należy jednak pamiętać, że organizacja sympozjum należała do archeologów, stąd też spojrzenie na tematykę jest wybitnie archeologiczne. Lepsze jednak to niż nic. W niniejszej pracy robotników leśnych podzieliłam na dwie grupy, które zostaną omówione osobno. Do pierwszej zaliczyłam bartnictwo, do drugiej zaś rzemieślników wypalających drewno: smolarzy, dziegciarzy, maziarzy i produkujących potaż. W ślad za tym, terminem smolarstwo obejmuję zarówno produkcje smoły, dziegciu mazi i popiołu drzewnego. Za takim podziałem przemawia fakt, że zawody wypalające drewno są ze sobą tak ściśle powiązane, że nie sposób ich omówić oddzielnie oraz to, że w piśmiennictwie etnograficznym występuje pewna nomenklaturowa niespójność. Dziegciarstwo i maziarstwo bądź omawia się osobno, bądź jako zawody tożsame[9], niekiedy zaś nazwą smolarstwo obejmuje się wszystkie zawody związane z wypalaniem. Prawdą jest bowiem, że przy produkcji smoły, równocześnie produkowany jest dziegieć i maź oraz, zależnie od czasu wypalania, węgiel lub popiół. Zależnie od produktu powinien być użyty inny rodzaj materiału drzewnego, stąd też w okresie gospodarki folwarczno- pańszczyźnianej nastąpiła dość duża specjalizacja. Produkcja nastawiona była na jeden rodzaj wyrobów, reszta traktowana była jako produkty uboczne, natomiast przy małych zakładach lub wypalaniu na własne potrzeby liczyły się wszystkie wyroby i każdy z nich był równowartościowy. Dowodu na nierozerwalność smolarstwa, dziegciarstwa, węglarstwa, potasznictwa i maziarstwa dostarcza językoznawstwo. W języku bułgarskim, gdzie smolarstwo utrzymało się po dziś dzień, dziegieć brzmi "katran", a produkcja dziegciu to po bułgarsku nie, jak można by się było, znając język bułgarski, spodziewać "katranstwo", a właśnie "smolarstwo"[10]. Warto też wspomnieć, ze znani w całych Karpatach maziarze z Łosi (Beskid Niski) wyrabiali nie maź, a dziegieć (Na Łemkowszczyźnie mazią nazywano bardziej gęstą frakcje dziegciu)[11]

SMOLARSTWO, DZIEGCIARSTWO, MAZIARSTWO I POTASZNICTWO

Już w epoce feudalizmu przemysł drzewny miał ogromne znaczenie. Przede wszystkim to właśnie drewno było podstawowym budulcem. Korzystali z niego zarówno cieśle i stolarze jak i kołodzieje, bednarze, gontarze i inni. W Górach Świętokrzyskich i na Polesiu najstarsi jeszcze pamiętają czasy, kiedy drewniane były nawet gwoździe i sworznie do wozów[12]. Pod koniec XIX w. nietrudno było znaleźć dom, gdzie oprócz niezbędnej siekiery próżno było szukać choćby kawałka metalu. Kazimierz Moszyński przytacza cytat z pamiętnika Werduna: "...drzewa używają do wszystkiego, tak, że znajdziesz cały dom, w którym, z wyjątkiem kilku glinianych garnków i trochę łachmanów na odzienie, we wszystkich domowych sprzętach nie znajdziesz nic jak drewno, tak w samej konstrukcji domu jak i wszędzie indziej."[13]

potaż (daw. potasz z hol. z potas(ch), niem. Potasche ‘popiół w garnku’) 1. chem. węglan potasu, biała substancja drobnokrystaliczna, łatwo rozp. w wodzie, posiadająca właściwości higroskopijne, stosowana do wyrobu mydeł miękkich, trudno topliwego szkła, w przemyśle ceramicznym; daw. otrzymywana z popiołu drzewnego.

W epoce feudalnej wszyscy rzemieślnicy obrabiający drewno tworzyli w głębi lasu, pewnego rodzaju osiedla, w których odbywał się cykl produkcyjny. Na miejscu wyrabiano nawet wozy i beczki do transportu wyrobów[14]. Swoje miejsce w takich osiedlach znaleźli również smolarze - produkowali bowiem niezbędne do funkcjonowania wielu gałęzi przemysłu: węgiel drzewny, smołę, potaż, dziegieć i maź. Należy przypomnieć, że początkowo wypalali wszyscy chłopi, a pojawienie się rzemiosła smolarskiego wiąże się z nastaniem dworskiej kontroli i wprowadzeniem pracy pańszczyźnianej[15]. Przez jakiś czas chłopi wypalali jeszcze na własne potrzeby, z czasem jednak przestało się to opłacać. Kontrola dworska i wykształcenie specjalizacji doprowadziły do zmniejszenia kosztów i podniesienia jakości wyrobów rzemieślniczych, nie tylko związanych z wypalaniem. Jednak mentalność chłopska pozostała niezmieniona od wieków i znane było powiedzenie "kiedy w lesie nie złodziej, w domu nie gospodarz"[16]. Dopiero St. A. Poniatowski chcąc walczyć z nieustającą trzebieżą lasów wprowadził opłaty. Każdy smolarz odprowadzał teraz 1 grosz, koguta i pół kozuba smoły od pieca[17]. Grabież drewna trwała nadal, -i trwa do dzisiaj, a i dawne powiedzenie nic nie straciło na znaczeniu- jednakże, jak już wspomniałam, produkcja na własne potrzeby przestała się opłacać. Wspomniane osiedla oferowały produkty wysokiej jakości z dostawą na miejsce. Organizacja pracy, kontrolowana przez dwór, stała na bardzo wysokim poziomie, ogromna ilość darmowych pracowników (praca pańszczyźniana) powodowała niekiedy przegęszczenie w osiedlach, szczególnie zaś dużo było smolarzy. Rekrutowali się bowiem z warstw najbiedniejszych- praca smolarza nie wymagała szczególnych umiejętności, a poza tym była wysoce niewdzięczna społecznie[18] . Duża ilość robotników leśnych prowadziła do niszczenia lasu, dlatego właśnie smolarstwo skupiało się na terenach gęsto zalesionych, w borach i puszczach.

Szczególnie znane ze smoły i potażu były Bory Tucholskie, gdzie w większości produkowano z przeznaczeniem na eksport[19] . Eksportem smoły i dziegciu zajmowali się także Kameduli- po nadaniu zakonowi królewskich ziem i nieużytków Puszczy Mareckiej i Augustowskiej smolarnie i potasznie wyrastały jak grzyby po deszczu[20] . Wypalano też w puszczach Gostyńskiej, Radomskiej, Sandomierskiej, Solskiej i wielu innych. Z terenów Puszczy Zielonej zachowała się co prawda niewielka ilość danych źródłowych, jednakże nawet te fragmenty pozwalają wysnuć wniosek o niezwykłej popularności smolarstwa na Kurpiowszczyźnie[21]. Powszechna dostępność surowca nie była jedynym powodem rozmieszczenia smolarstwa. W miejscach, gdzie smołę, potaż i dziegieć uzyskiwano w przeznaczeniem na szeroko zakrojony handel i eksport smolarnie lokalizowano w okolicach spławnych rzek. I tak w sławnych Borach Tucholskich smolarnie zlokalizowane były nad Brdą, na Mazowszu, w Puszczy Przasnyckiej nad Narwią, w Wielkopolsce nad Wartą, zaś w Małopolsce nad Łososiną, w okolicach Małogoszcza i Jędrzejowa. Smolarnie ustawiano głównie na polanach śródleśnych, aby, po pierwsze, ogień nie stanowił zagrożenia dla domostw, po drugie zaś, aby koszt transportu surowca był jak najniższy. Osady smolarskie zwane w puszczach Rusi i Litwy "budami" - stąd mazurska nazwa smolarzy "budnicy”[22] - lokowane były na surowym pniu, aby dostarczyć jak największej ilości karczu do wypału[23] . Korzystano, bowiem, głównie z karczu oraz tych części drzewa, które pozostały po obróbce przez innych rzemieślników. Jednakże do wyrobu wysokiej klasy potażu, mazi czy dziegciu stosowano konkretne gatunki drzew, niekiedy specjalnie przygotowane.


Produkcja dziegciu i smoły drzewnej wczesnośredniowieczną metodą podwójnego naczynia,
wg A. Kurzweil, U. von Bremen i D. Jacob (repr. za ŻZH 8/93)

Smołę produkowano najczęściej ze smolnych pniaków sosnowych tzw. karpiny. Najlepiej kiedy nieokorowane pnie leżały w ziemi kilka do kilkunastu lat- taki stan gwarantował dużą ilość żywicy[24] . Gdzieniegdzie, np. na północnej Wielkorusi, proces wytwarzania żywicy przyśpieszano. Obdzierano mianowicie korę ze strzały[25] na wysokość mniej więcej metra, zostawiając wąski promień, aby soki mogły krążyć. Drzewo stało przez całe lato pokrywając ranę żywicą. Część żywiczna służyła potem na surowiec do wypału, resztę po prostu wyrzucano [26].

Na dziegieć przeznaczano pnie brzozowe oraz dużą ilość żywicy oraz wysuszoną i sproszkowaną korę, głównie dębową [27].

Węgiel drzewny wymagał wysokogatunkowego drzewa, jak dąb, sosna czy świerk. Z 10m3 drewna uzyskiwano 1m3 węgla.

Potaż, czyli węglan potasu, otrzymywany był poprzez ługowanie popiołu drzewnego wodą. Najlepszy gatunkowo potaż produkowano z wysokiej jakości popiołu drzewnego z twardego drewna- dąb, brzoza, buk [28]. Popiół podgrzewano w celu odparowania wody w wielkich kadziach. W Bukowcu, w Bieszczadach, do dnia dzisiejszego zachowała się taka kadź w budzie robotników leśnych, służącej dziś pracownikom Parku Narodowego. Po dziś dzień krąży po tamtych terenach opowieść o tym, jak żołnierze UPA (Ukraińskiej Armii Powstańczej) wykorzystywali kadź do... gotowania zupy[29] . Ciekawe, czy smakowałaby im równie dobrze, gdyby wiedzieli, że potaż wykorzystywano do wyrobu stali i mydła...?

Mielerz jest to stos drewna gorszej jakości technicznej ułożony w kształcie kopuły, przykryty gliną, ziemią lub darnią. Dawniej w mielerzach spalało się drewno z małym, kontrolowanym dostępem powietrza w celu wytworzenia węgla drzewnego w procesie suchej destylacji.

Produkcja smoły, dziegciu i mazi polegała na suchej destylacji rozkładowej drewna i w ogólnym zarysie pozostawała niezmieniona od średniowiecza [30]. Pierwotnie używano dołów, potem mielerzy aż w końcu pieców smolarskich.


Smolarnia w stanie czynnym na Polesiu

Maziarnie, czy też smolarnie, w Polsce niczym nie różniły się od słowiańskich smolarni w Rosji, czy Bułgarii[31] , jak również od niesłowiańskich w Niemczech, Skandynawii, czy Francji[32] . Był to lej w ziemi, oblepiony gliną, o średnicy 15-30 metrów i głębokości 1,5 m. W dnie znajdował się trzycentymetrowy otwór prowadzący do obszernej jamy niewylepionej gliną. Do jamy można się było dostać przez ocembrowany korytarz. Dół mielerzowy wypełniało się ciasno materiałem drzewnym, układając go w charakterystyczny stożek. Po czym drewno okłada się, zależnie od regionu, nawozem (Bułgaria) albo darnią i ziemią (Polska, Rosja)[33] . Łemkowie dodatkowo okładali stos półmetrowymi szczapkami ze smolnej karpiny [34]. Trzeba było pilnować, aby żar nie przerodził się w żywy ogień. Do tego celu używano różnego rodzaju bijaków: od grubych gałęzi po iglaste gałązki świerka czy sosny. Czas wypalania zależy od oczekiwanego produktu. Po 12 godzinach wydziela się terpentyna, potem dziegieć, na końcu maź. Aby otrzymać smołę drzewną należy wypalać kilka dni. Wydajność jednego mielerza o pojemności 2m3 wynosiła 15 litrów dziegciu i 6 litrów mazi[35]. Zasadnicza różnica między mielerzem, a piecem smolarskim polegała na konstrukcji dna. W mielerzu było ono płaskie, dla pewniejszego ustawienia stosu, w piecu smolarskim zaś półokrągłe, aby smoła mogła łatwiej ściekać [36].

Do produkcji mazi na mniejszą skalę używano naczyń glinianych. W rowie ustawiano kilka podwójnych naczyń, otworami do siebie i przedzielonych ruchomą pokrywą z lejkowatym wgłębieniem oraz otworem. W górnej części układano materiał drzewny, dolna zaś była pusta. Obsypywano naczynia ziemią, tak, aby tylko połowa górnej części wystawała ponad powierzchnię. Materiał drzewny prażono, bez dostępu powietrza, przez kilka dni[37] .

Koniec wieku XIX i wiek XX przyniósł rozwój przemysłu, a co za tym idzie przemysłowymi sposobami pozyskiwania mazi, dziegciu i smoły. Maź zaczęto otrzymywać poprzez gotowanie ropy naftowej z kalafonią[38] i wapnem lub asfaltem i olejem [39]. Jednak w czasie okupacji, kiedy przemysłowe sposoby były niedostępne, wracano do tradycyjnych metod pozyskiwania, nieco je modyfikując. Na Łemkowszczyźnie we wsi Łosie, gdzie jeszcze w latach 50-tych XX wieku większość mieszkańców trudniła się maziarstwem, znana była beczka o pojemności 50 do 200 l, tak zwana "maziarka". Prowadzono w niej destylację szczap smolnych zalanych wodą. Produkty odprowadzane były rurą do beczek, przy czym rura przeprowadzona była przez strumyk, pełniący rolę chłodnicy[40] .

Chociaż pozyskiwanie smoły w mielerzach jest droższe od przemysłowego to warto wspomnieć o wciąż żywej norweskiej tradycji, gdzie do zabezpieczania dachów kościołów używa się jedynie smoły wyprodukowanej w tradycyjnych mielerzach lub piecach smolarskich[41].

Narzędzia, jakimi posługiwali się smolarze, owiane są naukową łuną tajemnicy. Wiadomo tylko, że w Serbii i Boni zachowały się prymitywne narzędzia smolarskie tj. miechy ze zwierzęcej skóry, czy króbki z łubu[42] , służące do wydobycia smoły po ostygnięciu. Dość dokładny opis prymitywnych narzędzi kurzackich (kurzokomi zwano na Śląsku smolarzy) daje Stefan Łysik[43] . Jak sam jednak przyznaje większość informatorów albo zmarła, albo nie znała przeznaczenia poszczególnych narzędzi. Pozwolę sobie przytoczyć spis podstawowych narzędzi śląskiego kurzoka, wraz z zapisanymi przez Łysika nazwami gwarowymi[44]. Były to więc:

  1. grabie kurzockie z garbatym styliskiem i długimi zębami;
  2. drewniany młot "kała";
  3. żelazny hak "szprywok";
  4. właz mielerzowy "schód" służący jako drabina;
  5. opałkowate naczynie na węgiel kurzaczy, wyplatane z dartych pasów drzewa dębowego "holwos" lub "folwos";
  6. zgrzebło kurzockie;
  7. oścień do wybijania otworów wietrznych w pokrywie mielerza "lohyzek";
  8. specjalna drewniana łopatka kurzocka;
  9. kaganiec z łuczywem

Poza powyższym, wydaje się wyczerpującym spisem, na temat narzędzi smolarskich literatura milczy....


Przekrój przez smolarnię.

Wiemy już, że w pierwszym dniu wypalania wytwarza się terpentyna, dziegieć i maź, zaś po maksimum pięciu dniach w jamie pod dołem mielerzowym już znajduje się smoła[45]. Pomiędzy pierwszym, a piątym dniem wypału również powstają różnego rodzaju produkty, nie ma na nie jednak takiego zapotrzebowania. Pierwszym produktem, zaraz po mazi, jest tak zwana żółć smołowa, czyli brązowo- czerwona woda smołowa; potem wydziela się smoła z olejem smolnym znana jako olej drzewny, na końcu zaś dopiero pełnowartościowa smoła . Różne rodzaje smoły mają różne zastosowanie. I tak smoła z żywicznej sośniny w różnym wieku służy do smarowania osi wozów i piast kół, smoła z żywicznej karpiny- do impregnacji drewna, zaś pak- zagęszczona smoła, powstała przy powtórnej obróbce termicznej- był świetnym, cenionym w Europie, izolatorem i uszczelniaczem [46].

Węgiel drzewny używany był jako materiał opałowy w hutnictwie, do wypalania rudy miedzi i żelaza, również do wypalania gliny. Miał również swoje zastosowanie w kosmetyce- służył pięknym kobietom do czernienia brwi[47] . Najciekawsze zastosowanie miał dziegieć. Oprócz standardowej konserwacji skór zwierzęcych i szerokiego zastosowania w szewstwie i garbarstwie, stosowano go również w medycynie ludowej i magii. Nie było lepszego środka od dziegciu na oparzenia, opuchlizny i krwawiące rany. Posmarowanie dziecka "w dołku" dziegciem gwarantowało ochronę przed pasożytami, zwanymi przez lud "robakami"[48] . Był też wyśmienitym środkiem odkażającym i dezynfekującym. Dziegieć miał również swój święty, magiczny wymiar. W niektórych rejonach w czasie chrztu zamiast wody używano dziegciu. Na drzwiach domostw krzyże rysunki i napisy robiono dziegciem, a kąty domów okadzano za pomocą dziegciowego kadzidełka. Istniało również przekonanie, ze trup z ustami zalepionymi dziegciem nie może stać się upiorem [49].

Wraz z wytworzeniem się rzemiosła smolarskiego, zwanego również przemysłem budniczym, narodziło się zapotrzebowanie na organizację pracy. Smolarze jednak, jako ze zawsze pozostawali na marginesie społeczeństwie - o czym będzie jeszcze mowa- nie wykazywali specjalnych tendencji organizacyjnych. W większości przypadków smolarze albo sami dowozili towar do miasta, albo przyjeżdżali po nie pracownicy możnych. W okresie gospodarki pańszczyźnianej wszyscy rzemieślnicy zorganizowani byli w leśnych osiedlach[50] .

W XIX wieku na Górnym Śląsku smolarze zorganizowali się sami, dzieląc wszystkich robotników na trzy grupy. Byli więc "sięgorze", czyli drwale inaczej zwani "pniorzomi", "kurzoki" czyli smolarze i ‘wikturianci’ czyli woźnicy dowożący towar do miasta[51]. Brakowało cechów, stowarzyszeń i organizacji. A wszystko przez dosyć marną pozycje smolarzy w społeczeństwie wiejskim.

Rekrutowali się z warstw najbiedniejszych, nie trzeba było, bowiem, ani specjalnych narzędzi, ani umiejętności. W społeczeństwie wiejskim istniała ogromna ilość powiedzeń i przysłów świadczących o niższości społecznej smolarzy i odstawieniu ich na margines życia społecznego. "Kto się dotyka mazi, ten się od niej skazi" świadczy nie tylko o zabrudzeniu fizycznym, ale również skażeniu duchowym, moralnym, odejściu od dobrych obyczajów. Wyrażenie "czarny jak smoła" zawsze miało pejoratywny wydźwięk, a w Wielkiej Brytanii o linii przodków zrodzonych z mezaliansu mówi się "a touch of the tar brusch" (maźniety smołą). Niska pozycja smolarzy poprzez produkowany przez nich dziegieć, dotknęła również szewców i garbarzy, którzy używali dziegciu do konserwacji skór: "Pijaj a dobrze jadaj, ale z szewcem nie zasiadaj, bo choć tyłek zatka wiechciem, przecię zawsze śmierdzi dziegciem."[52] Smoła była również symbolem nędzy ("sprzedaj woły i kup smoły" to odpowiednik dzisiejszego "zamienił stryjek siekierkę na kijek"), a w ludowej demonologii smoła przeważnie kojarzyła się z piekłem. Warto wspomnieć, ze w języku starobułgarskim nie istniało słowo piekło, ale było opisowo przedstawiane jako "reka wsia smolna" czyli rzeka rozpalonego dziegciu[53]. Zawód smolarza, a już na pewno jego niska pozycja społeczna przypadał całej rodzinie. Bułgarskie rodziny smolarzy nie miały prawa zamieszkania we wsi - ich domem był las - a reszta mieszkańców mówiła o nich z pogardą "wy stranachy smolenyskihy".[54]

Właściwie smolarstwo zakończyło swój żywot na ziemiach polskich w połowie wieku XIX. Jednak gdzieniegdzie, szczególnie w czasach wojny i późniejszej okupacji tradycje odżywały i smołę maź czy dziegieć produkowano na własne, lokalne potrzeby. Koniec wieku XX przyniósł reaktywację smolarstwa, oczywiście w wersji na miarę końca tysiąclecia. Wraz z narastającą moda na przyjęcia działkowe i powszechnością grilli wzrosło zapotrzebowanie na węgiel drzewny. Po okresie zastoju w Bieszczadach i Beskidzie Niskim właściwie w każdej dolince wypalają. Do pieca wchodzi dziś około 50m3 drzewa bukowego, co daje około 10m3 węgla drzewnego wysokiej jakości[55]. Wypalanie przez siedem dni w tygodniu zapewnia utrzymanie rodzinie smolarza. I choć zmieniła się produkcja i technika- smołę i maź jako produkt uboczny po prostu się wyrzuca- zmieniło się też zapotrzebowanie i rynek zbytu, wciąż jeszcze nie zmienił się stosunek do smolarzy. Dzieci wytykane są palcami jako "smolne (smolarskie) syny", żony nie mogą znaleźć pracy ("kto by tam, pani, chciał do roboty taką czarną babę?")[56], a smolarze (choć niejeden pod siennikiem w chacie ma schowany dyplom wyższej uczelni[57]) spotykają się w swoich barach, gdzie stanowią większość, z obawy przed wyzwiskami i śmiechem.

BARTNICTWO

Pszczoły żyjące w barciach w lesie nazywano w Polsce "borówkami", natomiast młode niedźwiedzie dobierające się do barci nazywano "bartniczkami". Aby uchronić borówki przed bartniczkiem, zawieszano przed wejściem do barci drewniany kloc, który zasłaniał otwór. Zezłoszczony niedźwiadek uderzał łapą w kloc, ten odsuwał się, a następnie, rozkołysany przez zniecierpliwione zwierzę, powracał z impetem na miejsce właśnie w chwili, gdy niedźwiadek próbował wygarnąć miód. Kończyło się to upadkiem niedźwiedzia lub jego sromotną rejteradą. Takie urządzenie nazywano dzwonem lub samobitnią.

Zanim w przydomowych ogrodach pojawiły się ule przyzagrodowe, a chłopi zaczęli zajmować się pszczelarstwem i produkcją miodu na handel i eksport, miód i wosk, a w szczególności wosk, pozyskiwano od leśnych pszczół "borówek". Zajmowali się tym bartnicy, czyli leśni pszczelarze. Bartnictwo wymagało sporych umiejętności i dość dużej wiedzy przyrodniczo-biologicznej, najczęściej przekazywanej z ojca na syna, stąd bartnictwo było zawodem dziedzicznym, a rody rozproszone były po całym lesie, bądź to mieszkając w tzw. "kątach leśnych", bądź mieszkając we wsi i jedynie wyjeżdżając na czas oporządzania barci- z tym, że w takim przypadku każdy bartnik miał wydzielony swój kawałek lasu[58]. Na temat jakiejkolwiek organizacji źródła milczą, co jest kolejnym dowodem na alienację zawodów leśnych[59]. Jedynie Franciszek Kotula wspomina o samosądach znanych jako samodzielne sądy bartne. Za rabunek barci, jedyne liczące się i zarazem najcięższe przestępstwo, karano śmiercią i to śmiercią w okrutnych męczarniach. Złodziejowi wyciągano kiszki i przybijano je wraz z ukradzioną barcią do drzewa, po czym złodzieja prowadzono tak długo naokoło drzewa, "aż mu się kiszki okręciły"[60].


Barnik na leziwie.

Na barcie często wykorzystywano naturalne dziuple, zazwyczaj jednak "dziano" je w starych (100-300 letnich), suchych drzewach odpowiednio grubych[61]. Gdzieniegdzie specjalnie przygotowywano drzewo na barć obcinając stożek wzrostu (wierzchołek),co powodowało intensywny wzrost drzewa na grubość[62]. W grubym drzewie nieraz napotykano po kilka dzień. Pomimo pospolitości występowania sosny nie była ona ulubionym drzewem bartników. Zdecydowanie chętniej dziano w jodłach, dębach, rzadziej w pniach wiązowych i lipowych[63]. Wykonanie dzienia bartnego wymagało sporych umiejętności i najczęściej zlecano je specjalistom, doskonale zorientowanym gdzie należy dziać dziuple, aby były łatwo dostępne dla pszczół i dla bartników. W średniowieczu barcie dziano jak najwyżej, z czasem zaczęto schodzić w dół, aby w końcu XVI w. dziać je już na wysokości 3-12 metrów[64]. W średniowieczu, czyli w czasach rozkwitu bartnictwa, do jednego bartnika mogło należeć i 400 barci, z czasem liczba ta malała.

Specjalista od dziania wspinał się na drzewo za pomocą drewnianych leziw na powrozach. Najprawdopodobniej wszystkie narzędzia też transportowane były za pomocą powrozów, ale nie zostało to jednoznacznie udowodnione. Za pomocą toporka ociosywano korę na powierzchni około 12 cm x 75-85 cm, świdrem wwiercano się na głębokość barci i motyczką z dłutowatym ostrzem wyrąbywano resztę. Zmurszałe wnętrze, kruche, acz twarde, usuwano za pomocą pieśni- dłuta z łukowatym ostrzem i masywnym żeleźcem. Do wygładzenia ścian bocznych służyła bocznicka (pobocznicka), a ścianki tylnej- skobliczka. Na samym końcu robiono zawór, wypieszczony kawałek drewna służący do zamykania barci. Zostawiano tylko tzw. „oko”, podzielone na dwie części: dla pszczół wychodzących i przychodzących[65].

Nie udało się określić sposobu osadzania nowych rojów, ze względu na niemożność obserwacji rójki. Najprawdopodobniej podkradano duże leśne pszczoły "zielone", lub stosowano ule chwytne- przenośne ule wydziane w kawałkach pni i zawieszane w kępie starych drzew na dużej, wolnej przestrzeni. Zmęczone lotem pszczoły siadały znęcone zapachem wywaru kwiatowego. Stosowano wtedy wyłożone płótnem sitko z szufelką- pszczoły skropione wodą zbierano na sitko, a gałązkę z matką obcinano i podtykano pod barć. Po wydzianiu barci i szczęśliwym osadzeniu roju czynności bartne dopiero się rozpoczynały. Na wiosnę ograniczały się do oczyszczania ze spadłych pszczół i nieczystości oraz zdjęcia zimowego ogacenia[66]. Ochrona bartnika przed pszczołami- tląca się huba brzozowa lub próchno- znajdowała się w glinianym garnczku wiszącym u pasa i oddzielonym od odzieży za pomocą drewnianej deszczułki lub prętów brzozowych[67]. Na jesieni zaś bartnik wybierał z barci miód i wosk. Czynność ta nosiła nazwę "podkrawania". Dymem przepędzano pszczoły do góry okleku (gniazda) i wykrawano plastry. Miód i wosk pobierano tylko z dołu, gdyż tam matka nie schodziła nigdy i nie czerwiła. Z góry gniazda nie brano nigdy- zostawiano na pokarm dla pszczół na zimę[68]. Kiedy podkrawanie się zakończyło zamykano zawór deską i ogacano słomą.


Bartnik pobierający miód.

Miód był towarem możnych i biednemu chłopu przez myśl nie przeszło zużytkowanie go na potrzeby własne. Wosk natomiast był towarem pożądanym i wykorzystywanym wszędzie, zwłaszcza w kościele. Miał wielkie znaczenie sakralno- obrzędowe, używano go do wróżb, produkcji gromnic i jako ofiarę w kościele. Również umieszczenie akcesoriów kościelnych w barci gwarantowało dobre zbiory. Najciekawszym bodajże zwyczajem, gwarantującym zachłanność i drapieżność pszczół było przeprowadzenie matki przez wilcze gardło (dosłownie!)[69]. Niestety Jeż-Jarecki nie podaje jak tego dokonywano...

Produkcja miodu i wosku była stosunkowo prosta. Miód wraz z plastrami wkładano do drewnianych naczyń tzw. kozubek i od razu przeznaczano na handel i na podatek dla ordynacji. Susz, czyli plastry bez miodu, wkładano do wrzącej wody w trójkątnym woreczku. Worek wyciskano i wosk wypadał do zimnej wody. Po czym wosk przetapiano dla uzyskania jednolitego kształtu[70].

Miód i wosk od pszczół leśnych był wyśmienity, jednak bartnicy, po wprowadzeniu serwitutu w XIX w. bez problemów pogodzili się ze zmianą zawodu z bartnika na pszczelarza. Kiedy zakazano wstępu włościanom do lasu, bartnicy masowo udali się w dzikie ostępy leśne po raz ostatni. Wynieśli barcie i pszczoły i osadzili je w ulach przyzagrodowych. Od tego czasu datuje się masowy rozwój pasiecznictwa i całkowity upadek bartnictwa.

PRZYPISY

  1. Piotrowski Wojciech, Św. Trybald z Provins - patron smolarzy i węglarzy, [w:] Proceedings of the First International Symposium on Wood Tar and Pitch Brzeziński W., Piotrkowski W. /oprac.red./ Warszawa 1997[miejsce w tekście]
  2. Kubrak Zygmunt, Smolarstwo w puszczy Solskiej w okresie gospodarki folwarczno-pańszczyźnianej (XVI-XIXw.), Rocznik Przemyski 1988 t.XXIV-XXV s.181-194 [miejsce w tekście]
  3. Olędzki Jacek, Materiały do tradycyjnych zajęć pozarolniczych na kurpiowszyźnie, Etnografia Polska T.2, 1959 [[miejsce w tekście]
  4. Wolski Krzysztof, Bartnictwo i pasiecznictwo dorzecza Sanu w XV i XVI w, Lublin 1955 [miejsce w tekście]
  5. Golub Stanisław, Pozostałości dawnego smolarstwa- Siedliszcze Kolonia, Gmina Dubienka "Zeszyty Muzealne Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego we Włodawie" T.10 Włodawa 2000 [miejsce w tekście]
  6. vide: Z dziejów lasów, leśnictwa i drzewnictwa w Polsce St. Barański /red./ Warszawa 1965 [miejsce w tekście]
  7. Olędzki Jacek, Op. cit. [miejsce w tekście]
  8. Proceedings of the First International Symposium on Wood Tar and Pitch Brzeziński W., Piotrkowski W. /oprac.red./ Warszawa 1997. [miejsce w tekście]
  9. Kubrak Zygmunt, Op. cit., s. 181-194 [miejsce w tekście]
  10. Słownik polsko-bułgarski T.1 i 2, Warszawa 1988 [miejsce w tekście]
  11. Reinfuss Roman, Łemkowie jako grupa etnograficzna, Lublin 1965 [miejsce w tekście]
  12. Moszyński Kazimierz, Kultura ludowa Słowian t.1, Warszawa 1967, s.292-294 [miejsce w tekście]
  13. Ibidem s.292 [miejsce w tekście]
  14. Samsonowicz Henryk, Rzemiosło wiejskie w Polsce XIV-XVII w., Warszawa 1954 [miejsce w tekście]
  15. Ibidem [miejsce w tekście]
  16. Piotrowski Wojciech, Smoła drzewna i dziegieć w staropolskich przysłowiach i wyrażeniach[w:] Proceedings.... [miejsce w tekście]
  17. Ibidem [miejsce w tekście]
  18. Kubrak Zygmunt, Op. cit. [miejsce w tekście]
  19. Stelmachowska Bożena, Z kultury materialnej Borowiaków Tucholskich, Ziemia 1937 R.27 nr 3 [miejsce w tekście]
  20. Turska Katarzyna, Kameduli w Wigrach, Zew Hawiarskiej Koliby 1/2001 [miejsce w tekście]
  21. Olędzki Jacek, Op. cit. [miejsce w tekście]
  22. Moszyński Kazimierz, Kultura ludowa Słowian t.1 Warszawa 1967 s.292-294 [miejsce w tekście]
  23. Samsonowicz Henryk, Op.cit. [miejsce w tekście]
  24. Brylak Maria, Zajecia pozarolnicze ludności łemkowskiej [w:] Nad rzeką Ropą T.2 Roman Reinfuss [red.] Wyd .Lit Kraków 1965 s.157-158 [miejsce w tekście]
  25. STRZAŁA - pień drzewa od ziemi do korony [miejsce w tekście]
  26. Moszyński Kazimierz, Op.cit. [miejsce w tekście]
  27. Historia Kultury Materialnej Polski w zarysie T.1 Dembińska, Podkowińska [red.] Wrocław i in. 1978 s.101-112 [miejsce w tekście]
  28. Ibidem [miejsce w tekście]
  29. Turska Katarzyna, Na końcu świata- doliną Górnego Sanu, Poznaj Swój Kraj 5/2000 [miejsce w tekście]
  30. Golub Stanisław, Pozostałości ... [miejsce w tekście]
  31. Moszyński Kazimierz op.cit. s.292-294 [miejsce w tekście]
  32. Proceedings... [miejsce w tekście]
  33. Moszyński op. cit. [miejsce w tekście]
  34. Brylak Maria, op.cit., s.157-158 [miejsce w tekście]
  35. ibidem [miejsce w tekście]
  36. Historia Kultury Materialnej... s.101-112 [miejsce w tekście]
  37. Moszyński Kazimierz op.cit. [miejsce w tekście]
  38. KALAFONIA - masa o kolorze bursztynowym. Powstaje jako pozostałość po oddestylowaniu z para wodną lotnego oleju terpentynowego z drzew iglastych. [miejsce w tekście]
  39. Brylak Maria, op.cit, s.157-158 [miejsce w tekście]
  40. ibidem [miejsce w tekście]
  41. Egenberg Inger Marie Kiln- Produced Tar [w:] Proceedings... [miejsce w tekście]
  42. ŁUB - kora drzewna z wiązu, lipy, czy sosny ściągana w czasie krążenia soków [miejsce w tekście]
  43. Łysik Stefan, Wypał węgla drzewnego na Górnym Śląsku w świetle badań etnograficznych, Zaranie Śląskie 1961 z. 1 s.99-106[miejsce w tekście]
  44. Ibidem [miejsce w tekście]
  45. Schoch Oswald Holz, Tzerschwelen [w:] Proceedings of the First International Symposium on Wood Tar and Pitch Brzeziński, Piotrowski /red./ Warszawa 1997 [miejsce w tekście]
  46. Aufan R. Production techniques of Wood - Tar in France [w:] ibidem. [miejsce w tekście]
  47. Moszyński Kazimierz, Kultura ludowa Słowian t.1 Warszawa 1967 s.292-294 [miejsce w tekście]
  48. Piotrowski Wojciech, Smoła drzewna i dziegieć w staropolskich przysłowiach i wyrażeniach[w:] Proceedings... [miejsce w tekście]
  49. Ibidem [miejsce w tekście]
  50. Samsonowicz Henryk, Rzemiosło wiejskie w Polsce XIV-XVII w. Warszawa 1954 [miejsce w tekście]
  51. Łysik Stefan, Op. cit., s.99-106 [miejsce w tekście]
  52. Więcej przysłów i wyrażeń w: Potrowski Wojciech Smoła drzewna i dziegieć w staropolskich przysłowiach i wyrażeniach [w:] Proceedings... [miejsce w tekście]
  53. Vakarelski Christo, Etnografia Bułgarii PTL Wrocław 1965 s.193-194 [miejsce w tekście]
  54. Ibidem [miejsce w tekście]
  55. Informacje od smolarza z Buku, koło Łopienki w Bieszczadach [miejsce w tekście]
  56. Informacje pochodzace od smolarzy spotkanych w Barze "Siekierezada" Cisna - Bieszczady [miejsce w tekście]
  57. por. Turska Katarzyna, Krótkie trzy dni, Zew Hawiarskiej Koliby 2/2001 [miejsce w tekście]
  58. Kotula Franciszek, Bartniczy ród Sudołów, Etnografia Polska II:1959 [miejsce w tekście]
  59. Olędzki Jacek, Op. cit.[miejsce w tekście]
  60. Kotula Franciszek, Op.cit. [miejsce w tekście]
  61. Grybel Maria, Madzik Jan Bartnictwo i pasiecznictwo [w:] Nad rzeką Ropą T.2 Roman Reinfuss /red./ Kraków 1965 [miejsce w tekście]
  62. Jeż-Jarecki Władysław, Bartnictwo Puszczy Solskiej, Etnografia Polska VI:1962 [miejsce w tekście]
  63. Grybel, Madzik, Op.cit. [miejsce w tekście]
  64. Ibidem [miejsce w tekście]
  65. Jeż-Jarecki Władysła, Op. cit.[miejsce w tekście]
  66. Jeż-Jarecki Władysła, Op. cit.[miejsce w tekście]
  67. Moszyński Kazimierz, Op.cit., s.292-294 [miejsce w tekście]
  68. Kotula Franciszek, Op. cit. [miejsce w tekście]
  69. Jeż-Jarecki Władysław, Op.cit. [miejsce w tekście]
  70. Ibidem. [miejsce w tekście]

BIBLIOGRAFIA:

  1. Brylak Maria, Zajęcia pozarolnicze ludności łemkowskiej [w:] Nad rzeką Ropą T.2 Roman Reinfuss /red./ Kraków 1965
  2. Grybel Maria, Mazik Jan, Bartnictwo i pszczelarstwo [w:] Nad rzeką Ropą T.2 Roman Reinfuss /red./ Kraków 1965
  3. Golub St., Pozostałości dawnego smolarstwa- Siedliszcze Kolonia, Gmina Dubienka, Zeszyty Muzealne Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego we Włodawie T.10, Włodawa 2000
  4. Historia kultury materialnej w zarysie, Dembińska, Podwińska /red./, Wrocław- Warszawa- Kraków- Gdańsk 1978
  5. Jeż- Jarecki W., Bartnictwo Puszczy Solskiej, Etnografia Polska T.VI 1962
  6. Kotula Franciszek, Bartniczy ród Sudołów, Etnografia Polska T.VI 1962
  7. Kubrak Zygmunt, Smolarstwo w puszczy Solskiej w okresie gospodarki folwarczno-pańszczyźnianej (XVI-XIXw.), Rocznik Przemyski T.XXIV-XXV s.181-194
  8. Łysik Stefan, Wypał węgla drzewnego, Zaranie Śląskie 1961 R. 24 Z.1,
  9. Olędzki Jacek, Materiały do tradycyjnych zajęć pozarolniczych, Etnografia Polska T.2 1959, [czytaj online]
  10. Proceedings of the First International Symposium on Wood Tar and Pitch, Brzeziński W. Piotrkowski W. /oprac.red./ Warszawa 1997
  11. Samsonowicz Henryk, Rzemiosło wiejskie w Polsce w XIV-XVI w., PWN Warszawa 1954
  12. Vakarelski Ch., Etnografia Bułgarii, PTL Wrocław 1965
  13. Z dziejów lasów, leśnictwa i drzewnictwa w Polsce, St. Barański /red./ Warszawa 1965
  14. Moszyński Kazimierz, Kultura ludowa Słowian, t.1 ,Warszawa 1967

Bibliografia proponowana:

  1. Adamczewski Jerzy, O pożytkach płynących z lasu, [w:] Las w kulturze polskiej Wojciech Łysiak /red./, Poznań 2000
  2. Bartyś J., Przegląd powojennych badań w Polsce nad dziejami leśnictwa, [w:] Studium z dziejów gospodarstwa wiejskiego T.8 1966
  3. Barut J., Motyka St., Ślawski T. ,Nad rzeką Ropą Wierchy 32; 1963
  4. Ginące zawody między Wisłą, a Bugiem, A. Gauda /red./ ,PTL Lublin 1995
  5. Hartman Wiktor ,Wypalanie potażu, bartnictwo i łowiectwo w dawnej puszczy Białowieskiej, Echa Leśne 1939 R.15 nr 6-8
  6. Hołowkiewicz E., Flora leśna i przemysł drzewny Galicji, Lwów 1877
  7. Horn M., Rozwój rzemiosł branży drzewnej w miastach ziemi przemyskiej i sanockiej w latach 1550-1650, Zeszyty Naukowe WSP w Opolu
  8. Jost Henryk, O wypalaniu węgla drzewnego, Wierchy 1971 R. 40
  9. Olszowa Barbara ,Zagadnienia rzemiosła ludowego w Karpatach Polskich, Wierchy nr 33; 1964
  10. Puszcza Sandomierska wczoraj i dziś, Józef Półćwiartek /red./, Rzeszów 1980
  11. Reinfuss Roman, Łemkowie jako grupa etnograficzna, Lublin 1965
  12. Stelmachowska Bożena, Z kultury materialnej Borowiaków Tucholskich, Ziemia R. 27 nr 3 1937
  13. Więcko Lasy i przemysł drzewny w Polsce Warszawa 1960
  14. Wolski K. ,Bartnictwo i pasiecznictwo dorzecza Sanu w XV i XVI w,