Sławomir Rajnik


Kiełbaski i płaty karkówki szybko zniknęły w przepastnych żołądkach gości. Pierwszy wakacyjny grill w miłej i sielskiej atmosferze lipcowego wieczoru dobiegał końca. Zza horyzontu wyłoniła się nadymana buzia księżyca w pełni. Pomimo dogasającego żaru węgielków zrobiło się dużo jaśniej. Pełen brzuszek i pełna (jeszcze) butelka ulubionego piwa dopełniają szczęścia rozkoszy kulinarnych. Lenistwo udzieliło się wszystkim. Nagle ten i ów zaczyna klepać się w kark, czoło, słowem we wszystkie odkryte miejsca. Komary! O zgrozo, a miało być tak pięknie. Całe eskadry tych wnerwiających insektów krążą nad głowami oczekując odpowiedniej chwili do ataku szczególnie na oszczędniej owłosione głowy kolegów. No cóż, w życiu każdego mężczyzny przychodzi taki okres, że lecą na niego już wyłącznie kleszcze, deszcz i komary. Brutalna prawda i niestety bolesna. Dosłownie. Wtem jakiś cień przemknął nad głowami zebranych. Chwilę potem następny i jeszcze jeden. Cicho, wręcz bezgłośnie niczym małe duszki rozpoczęły harce tuż nad głowami.

Sławomir Rajnik

Były długoletni pracownik Wdeckiego Parku Krajobrazowego, począwszy od stanowiska strażnika do Głównego Specjalisty ds. Ochrony Przyrody. Absolwent Technikum Leśnego w Tucholi i Wyższej Szkoły Ochrony Środowiska w Bydgoszczy. Swoją pasję do przyrody rozwijał jako pracownik Lasów Państwowych, Wdeckiego Parku Krajobrazowego, a obecnie specjalista w Wydziale Spraw Terenowych Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Bydgoszczy. Od kilku lat swoją wiedzą i refleksjami na temat szeroko pojętej przyrody, jej ochrony i gospodarki leśnej dzieli się z czytelnikami Magazynu Ogólnopolskiego ZAGRODA ukazującego się jako kwartalnik. Za naszą namową postanowił podzielić się dotychczasowymi artykułami z odwiedzającymi naszą stronę.

Gwałtowne zwroty i zmiany wysokości tworzyły upiorny spektakl na tle srebrzystej tarczy księżyca. Komary jakby nagle straciły zapał i mniej zaciekle atakują. Czyżby bały się duszków? Ledwie słyszalny pisk i cykania rozwiewają tajemnicę. Toż to borowce wielkie - skoro je słychać. To jedne z największych rodzimych nietoperzy (rozpiętość skrzydeł do 40 cm) i nieliczny, którego wprawne ucho jest w stanie usłyszeć. No i tajemnicze lotne stwory już nie są duchami. Ale czemu latają tak nisko skoro słyną z lotów na wysokim pułapie? Najprawdopodobniej zapragnęły zapolować dziś na komary. Podobnie jak wszystkie rodzime nietoperze, borowce są wyłącznie owadożerne, a komarów w czasie jednej godziny taki borowiec potrafi upolować nawet do 1000 sztuk. Każde dziecko wie, że nietoperze poruszają się w ciemnościach wykorzystując zjawisko echolokacji, ale nie każdy wie jak to konkretnie działa. Arcyciekawą biologię tych tajemnych stworzeń znają już tylko wybrańcy. A szkoda. Nietoperze można wykorzystać do własnych celów, ale po kolei. Dźwięki powstają w krtani i są emitowane przez nos lub pyszczek ( w zależności od gatunku) w postaci wiązek krótkich sygnałów o wysokiej częstotliwości. Zazwyczaj nie słyszalne dla ludzi wysyłane są w przestrzeń i odbierane w uchu w postaci echa odbitego od otaczających je przedmiotów. W mózgu poddane analizie tworzą przestrzenny obraz. Co ciekawe niewielu dorosłych jest w stanie usłyszeć pisk nietoperzy, natomiast małe dzieci prawie zawsze, chociaż nie są świadome źródła pochodzenia. 

Polsce stwierdzono występowanie 25 gatunków nietoperzy i wszystkie są prawnie chronione min. z powodu spadającej populacji, co jest spowodowane zmniejszającą się liczbą kryjówek, zimowisk jak i naturalnie małym przyrostem naturalnym. Jedna samiczka rodzi tylko jedno młode, które jak to u ssaków w zwyczaju jest karmione mlekiem. Nie tylko tym są do nas podobne. Zwyczaje miłosne też mają ciekawe. W okresie godowym samiczka daje odczuć samcowi, że jest gotowa do kopulacji poprzez uprawianie miłości francuskiej. W tej kwestii nawet urozmaicenie jest duże. U każdego gatunku samca kształt przyrodzenia jest inny, co jest również jedną z cech rozpoznawczych. Jak wspomniano wcześniej wszystkie gatunki są owadożerne W ciągu nocy są w stanie zjeść masę owadów odpowiadającą od 25 do 40% masy ich ciała. W trakcie polowanie zlokalizowanego na ten przykład komara zgarniają skrzydłem (ramieniem zaopatrzonym w błonę lotną) i błyskawicznie podają sobie do pyszczka. Czynią to w trakcie lotu w sposób dla człowieka niezauważalny. Tę biologiczną właściwość naszych rodzimych nietoperzy coraz częściej wykorzystuje człowiek. Przypomnijmy sobie tegoroczne powodzie i ich skutki. Obawy przed nadmiarem komarów były jak najbardziej uzasadnione. W wielu miejscach podjęto kosztowne opryski, lecz nie każdego na to stać a i ich efekt nie do końca był przewidywalny. Na szczęście na niektórych terenach popowodziowych znaleźli się chiropterolodzy (ci od nietoperzy) z takimi dziwnymi budkami, co jako niezwykłą ciekawostkę nie omieszkały pokazać niektóre stacje telewizyjne. I słusznie. Czemu nie mieć u siebie własnych pogromców komarów? Dajmy na to właściciela gospodarstwa agroturystycznego, którego letników dręczą wieczorami komary. Co zrobić? Udostępnić lub stworzyć kryjówki. Jak? Najprościej to umożliwić im wlot przez wąskie szczeliny by mogły dostać się do naszych strychów czy piwnic, ale w nowym budownictwie to nie takie proste. Dobrze jest zamontować w oknach okiennice. Otwarte w okresie letnim stanowią doskonałą kryjówkę. Jeśli w pobliżu są drzewa dziuplaste, to koniecznie trzeba je chronić. Tam z pewnością są ich kryjówki. Coś więcej? Więcej dziupli. Marzenie.

Jest jednak wyjście i to wprost idealne. Budki dla nietoperzy. Jak wyglądają łatwo sprawdzić w Internecie. Najprostsze wyglądają tak samo jak dla szpaków z tym, że zamiast otworu wlotowego posiadają u dołu wąską szczelinę. Budki te można wieszać na drzewach i budynkach. Nie koniecznie w dużych odległościach jedna od drugiej. W przeciwieństwie do ptaków, nietoperze są wybitnie społecznymi zwierzętami występującymi przeważnie w małych koloniach. Jeśli nietoperze występują w budynku, to warto pod taką kolonią rozłożyć arkusz folii. Zgromadzone odchody stanowią niezwykle cenny nawóz zwłaszcza dla roślin doniczkowych. Posiadanie prywatnej kolonii owadożerców, to niezła gratka i atrakcja. Widok wylatujących bezgłośnie o zmierzchu własnych „duszków” zwłaszcza siedząc sobie wygodnie przy grillu w miłym towarzystwie to niezapomniany i rzadko spotykany widok. Opowieści, że wplątują się we włosy należy włożyć między bajki. Chociaż? W każdym bądź razie naczelnemu tej gazety jak i niżej podpisanemu to nie grozi.